Głos Wągrowiecki  (Nr 45, 7.11.2008
Ks. Andrzej Rygielski



Hospicjum jest aktem miłości, to posługa osobom chorym i cierpiącym. Ale prze­de wszystkim to przestrzeń obecności, ciepła, miłości, życzliwości, w której waż­niejsze jest „być" niż „wyleczyć".


Hospicjum to znaczy być blisko

 

Naturalne, że człowiek chce być zdrowym. Szczególnie dziś, kiedy dominuje dyktat kultury „zdrowe­go człowieka", wysportowanego, efektywnego, wręcz zakochanego w doczesności. Mało tu miejsca dla takich doświadczeń jak ból, choroba, cierpienie czy śmierć. A zawsze z tym problemem musi się spotykać. Stąd zawsze cierpienie i choroba, będzie jednym z najtrudniejszych problemów niepokojących ludzkość. Odczuwają to także chrześcijanie.

 

CIERPIENIE I CHOROBA

Choroba jest doświadczeniem. Jest momentem, w którym wszyscy ludzie spotykają się bezpośrednio ze złem i to nie abstrakcyjnym, ale bardzo wymiernym, ogarniającym nie tylko ciało człowieka, ale całą jego jedność psychofizyczną. Zaata­kowany zostaje człowiek w swoim istnieniu, w swej rzeczywistości cielesnej, psychicznej, fizycznej, in­dywidualnej, społecznej, moralnej, religijnej. Choroba odbiera nieza­uważalną dotąd wolność, uzależnia go od otoczenia, zmusza do nowych, przymuszonych relacji z osobami i środowiskiem. „Normalny" dotąd świat dla chorego zatrzymał się. Następuje wstrząs. Projekty życio­we, dobre społeczne plany i zamie­rzenia nie są już do zrealizowania. Chory człowiek skazany jest na nieaktywność, zależny od drugich, staje się ciężarem dla otoczenia, jest nieproduktywny, czasami samotny. Odczuwa izolację. Wszystkie te problemy wzmagają się szczególnie ostro przy chorobie niosącej w sobie zagrożenie śmiercią.

Cierpienie i choroba mają także wymiar duchowy, wewnętrzny, mają swoją duchowość. Ból, cierpienie do­magają się odpowiedzi wiary, mogą być czasami próbami wiary. Cierpie­nie jawi się jako pytanie: dlaczego taka choroba a nie inna? dlaczego właśnie ja, a nie kto inny? dlaczego właśnie teraz a nie później?

 

KULTURA ŻYCIA CZY ŚMIERCI

Dla człowieka wierzącego choro­ba ma wymiar religijny. Pozostaje tajemnicą i poprzez światło wiary w oparciu o słowa Chrystusa może odsłonić choć w części swój sens, znaczenie i wartość zarówno dla człowieka, jak i dla zbawienia świa­ta. Trafnie zauważyła Simone Weil, że „najistotniejsza wielkość chrystianizmu płynie stąd, że on nie szuka na cierpienie nadprzyrodzonego lekarstwa, ale że chce je w nadprzy­rodzony sposób wykorzystać".

Brak odpowiedzi na te wieczne, ludzkie pytania prowadzi w końcu do „kultury śmierci". Dowodem tego jest już w prawodawstwie niektórych państw możliwość przyzwolonego skracania życia (czyli legalnego zabijania) osób w wieku sędziwym czy nieuleczalnie cho­rych. Ta „kultura śmierci" zdaje się również szukać przedpola w obrębie naszej Ojczyzny.

Kościół ratując „kulturę życia" proponuje specjalną nadprzyrodzoną pomoc: raz w postaci sakramentów, nie podając mu uzdrawiającego lekarstwa, lecz umacnia go łaska­mi, aby mógł po chrześcijańsku przeżywać swój stan zagrożenia. Po drugie wymaga od kapłana, aby jego działalność wykraczała poza posługę sakramentalną poprzez „Diakonije" - posługę, a ta zawsze uwiarygodnia posługę sakramentalną.

 

PRZESTRZEŃ OBECNOŚCI

Papież Benedykt XVI w liście do chorych z 8 grudnia 2006 r. napisał: „Kościół pragnie wyrazić swe popar­cie dla wszystkich nieuleczalnie i śmiertelnie chorych... Podkreśla ważność tworzenia centrów opieki paliatywnej, które zapewnią chore­mu całościową opiekę medyczną, jak również opiekę duchową i zwy­kłą ludzką przyjaźń". Stąd problem pomocy wobec choroby w służbie hospicyjnej, gdzie chory może znaleźć odpowiedź na te wszystkie dręczące go pytania, gdzie otoczony miłością i opieką, żyjąc nie odizolowany od ludzi, może ze spokojem oczekiwać spotkania z Bogiem. Można powie­dzieć, że hospicjum to przestrzeń obecności, ciepła, miłości, życzliwo­ści, w której ważniejsze jest „być" niż „wyleczyć". Podstawową ideą ruchu hospicyjnego jest realizowana przez ludzi posługa człowiekowi terminal­nie choremu.

Zasadniczym zadaniem jest towa­rzyszenie choremu i czuwanie przy nim oraz troska, aby nie cierpiał. Jest ona dowodem realizowanego przykazania MIŁOŚCI. Wypełniasz je, bo wierzysz i dlatego „stoisz pod Krzyżem a nie obok Krzyża w tłumie przyglądających się" napisał Ojciec święty Jan Paweł II. Bezinte­resowne oddanie swojego czasu jest dla chorego wielkim świadectwem kochającego Boga.

Najlepiej, moim zdaniem, rolę ho­spicjum wyraził ks. Henel w swoim wierszu: „Kiedy wyjdziesz z białej sali powiedzą: / Oto Pan / Był wśród nas, / Otarł pot z czoła, / Poprawił poduszkę/ Wysłuchał i zrozumiał. / Pan był".

Na koniec przypomnijmy znów słowa Benedykta XVI, który za­chęca nas wszystkich do pracy na rzecz nieuleczalnie chorych pisząc: „Na zakończenie zwracam się do wszystkich kościelnych wspólnot, szczególnie tych których chary­zmatem jest posługa chorym, aby z pomocą Maryi, Salus Infirmorum, kontynuowały w praktyczny sposób dawanie świadectwa miłości i troski Boga naszego Ojca".

Zachęceni tymi wskazaniami pragniemy jeszcze rozbudować i powiększyć nasze hospicjum Miło­siernego Samarytanina. Próbować dać nadzieję - chorym i ich bliskim - to wezwanie, któremu ciągle nie łatwo sprostać.

 

 

*Ks. kan. Andrzej Rygielski - pro­boszcz parafii pw. św. Wojciecha w Wągrowcu, prezes Stowarzyszenia im. ks. J. N. Mussolffa, które prowa­dzi wągrowieckie hospicjum.